niedziela, 9 marca 2014

I see fire

Pamiętacie, jak na lekcji historii w szkole mówiło się o czasach na chwilę przed II wojną światową? Jak wszyscy twierdzili, że chcą pokoju, a szykowali się na wojnę? Straszne to czasy były... I strasznie się boję, że znów nadejdą. To znaczy, ja wiem, że wojna jest gdzieś cały czas. Ale jak usłyszałam dzisiaj w telewizji błaganie ukraińskiej kobiety, żeby pomógł im kto może, bo ona ma trójkę małych dzieci, i strasznie się boi wojny, to pomyślałam, że naprawdę trzeba coś zrobić. Jeszcze nie wiem co, ale tak sobie myślę, że jest o wiele więcej ludzi, którzy chcą pokoju, niż tych co chcą wojny. Chrzanić producentów broni, chrzanić Putina. To my tu i teraz żyjemy, i my zostaniemy, gdy tych starych żądnych władzy i pieniędzy capów już nie będzie. Bardzo nie chcę, by po nich przyszli kolejni tacy sami. Póki co, wysyłamy paczkę do jednej z rodzin na Ukrainie. Ale trzeba wymyślić coś jeszcze, bo tak nie może być, kurczę blade.

niedziela, 29 grudnia 2013

Counting stars

Cóż cóż cóż.

Znów tu cicho, przyszłam się przywitać. I ciśnie się na myśl... pożegnać. Ale chyba jeszcze nie, przynajmniej jeszcze nie teraz.

Dużo pracowałam, teraz stopuję. Trochę przymusowo, ale jakoś nie ubolewam (wiem, jestem dziwna. To już chyba ustaliliśmy jakiś czas temu?) Od świąt dużo śpię. Nadrabiam zaległości w: czytaniu, oglądaniu filmów (idziemy z moimi dziewuchami na Krainę Lodu! W 3D!), porządkach, odwiedzinach, ogólnie pojętym 'życiu'. Trochę przegiełam, potrafię, jak się okazało, zaangażować się za bardzo. Muszę pozamykać mnóstwo spraw, złapać dystans, odpocząć. Może wykombinować co ze sobą zrobić w tym roku. Bo w sumie nie mam pewności, że wszystko będzie tak jakbym chciała, jak planuję, czy jak 'ma być'. 

A, o zapomniałabym napisać, o tym, po co tu przyszłam. Chciałam Wam życzyć wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! 
Z życzeniami bożonarodzeniowymi się nie ogarnęłam, ale i tak z Bożym Narodzeniem jest chyba łatwiej, każdy sobie je jakoś w miarę miłym gronie spędzi, coś dobrego zje itd. 
A z Nowym Rokiem już raczej nie do końca tak jest. Więc, Moi Drodzy Czytelnicy (łał, liczba mnoga! ;), Wasz kolejny rok ma być niezapomniany, bogaty w doświadczenia, owocny w nowe odkrycia, wypełniony miłością i dobrem, spotykaniem coraz to ciekawszych i bardziej inspirujących ludzi, starych dobrych znajomych. Bo ja tak mówię! ;) 
A tak serio, to bawcie się dobrze. Pamiętajcie, że jeśli odpowiednio się nastawicie, efektywnie(!) nad czymś popracujecie, czasem pójdziecie na żywioł (no i będziecie mieć odrobinę szczęścia, ale w sumie wszyscy jesteśmy przecież dziećmi szczęścia, tylko często o tym zapominamy, czasem mamy słabsze czasy...), to jesteście w stanie bardzo wiele osiągnąć. I macie moje wsparcie, a to chyba też coś znaczy, jeśli chociaż jedna osoba w Was wierzy, prawda?




Pozdrawiam poświątecznie :) 

Dońka

PS Fota z Tari Bari Bistro, byłyśmy z S. i jadłyśmy 'coś' nazwane polędwiczkami z czymśtam i szynką. Wykwintnie ale raczej nie dla nas :D 


środa, 20 listopada 2013

Chodźcie jeść...

do Łodzi! :)
Bo tu fajnie jest, i klimatycznie.
(Ale nie do mnie do mieszkania! Do jakiejś restauracji chodźcie ;) Wymyśliłam sobie, że też będę miała taki cykl jedzeniowo-miejscowy, a co!) 

Drukarnia Skład Chleba i Wina - ja wiem, że to jest w OFF Piotrkowska, że tam sami hipsterzy, że jak pierwszy raz tam poszłam z M. i I., to się na nas patrzyli, jak na kosmitów, bo wyglądaliśmy zbyt 'normalnie'. Ale nie przeszkadza mi to w zmuszaniu każdego z kim idę jeść, do pójścia tam. Lubię ich burgery i makarony. Niby prosto i bez kombinacji, ale przynajmniej smacznie. I chleb od nich też kiedyś kupiłam (bo pieką na miejscu)- pycha. Jak się wie, gdzie szukać tej miejscówy, przebije się przez azjatyckie fast-foody, to da się radę. Polecam. Ja wrócę jeszcze nie raz.

American Bull - o, tam byłam raz. Jest dość sympatycznie, tzn. jeśli chodzi o jedzenie. Bo byłam tam raz, i siedziałam na zewnątrz, bo było lato. A na zewnątrz to jest rynek manufaktury, ale też jest przyjemnie :D Zjadłyśmy po burgerze z frytkami (a co, postanowiłam próbować tych burgerów, i wybrać najlepszy!), a wcześniej sami z siebie nam dali miseczkę fistaszków! Dość drogo, ale daje radę. A, z J.  tam byłyśmy:

Big Betty - kolejne burgerowe miejsce na mapie Łodzi, też na rynku manu. Ja tradycyjnie burger z surówkami i frytkami. Fajnie wnętrzarsko, drogo dość, kulinarnie raczej bez szału, ale można iść zobaczyć :)

Tari Bari Bistro

Poszłyśmy z ciekawości. Wnętrze bardzo spoko. Ja zjadłam polędwiczki z sosem z zielonego pieprzu, a J. (widoczna znów na zdjęciu) makaron z sosem 3 sery. Mi smakowało bardzo, J. tak sobie, ale to raczej przez niewłasciwy wybór dania (kto by jadł kilka dni pod rząd makaron z serem :P ). Megapomysł na wykorzystanie przestrzeni, fajny, luźny klimat. Też w OFFPiotkowska. Wrócimy. 


Pasta GO - ooo, moje ulubione makarony w Łodzi! Na Żwirki. Jadam tam często, bo mają smaczne i świeże dania. (Co prawda jak to raz określił pracujący w pobliskiej kancelarii znajomy: 'oni to tak makarony głównie, a ja to bym coś innego też od czasu do czasu wszamał' :D ) Wrócę jeszcze nie raz! (A, i mają fajnego kucharza i miłą obsługę. No co, to też się liczy).

Piknik - makarony głównie, jakieś zupy i pizze chyba. Mi smakuje(robią swoje makarony!), wnętrze mi się podoba- jasne dość,  większości ludziom z którymi tam byłam też się podobało/smakowało (raz byłyśmy z jednym warszawiakiem :D to jemu się nie podobało, ale to maruda nieziemska była, i męczydupa do tego, więc się nie liczy.)

To tak na szybko, co mi się przypomniało. Wolałabym, żeby tu było więcej fot, ale nie można mieć wszystkiego.

Domino